Thulusdhoo - między niebem a niebem

Thulusdhoo. Normalna, lokalna wysepka, jak każda inna. One właściwie wszystkie są do siebie bardzo podobne. Niby takie same, a jednak czymś tam zawsze się różnią. Na Thulusdhoo byłam do tej pory 3 razy i na pewno jeszcze tam wrócę. A chociażby z racji tego, że jest tam jeden Guest House, którego rezerwacje i cały marketing podjęłam się prowadzić. Zdjęcia Guest House'a wrzucę przy okazji, dzisiaj tylko wyspa, po tym jak w końcu udało mi się zrobić kilka słonecznych zdjęć. 2 poprzednie razy wisiały ciężkie chmury i wszystko wydawało się bure. A tu proszę zobaczyć jakie kolory!






To miejsce oddalone jest od GH jakieś 300 metrów. Po drugiej stronie wyspy jest jeszcze jedna plaża, bardziej ustronna, gdzie mieszkańcy  nie zachodzą i można rozłożyć się na białym piasku z ręcznikiem i parasolką. Cisza i spokój. Tutaj można wsłuchać się w szum fal i poobserwować podskakujące w oddali delfiny. 
















Przechodząc przez mały lasek, dochodzi się do przejścia, prowadzącego na bezludną wysepkę, z której surferzy wychodzą na wysokie fale. 


Tego dnia poziom wody był bardzo niski. Zazwyczaj woda sięga do połowy nóżek mostka. 


Widok z mostka



Ścieżka prowadząca do najsłynniejszego punktu do surfowania: Coke's Point. Czemu Coke? Opowiem później.





Jak już wcześniej wspomniałam, poziom wody tego dnia był bardzo niski a i fale nie za wysokie. 











Centrum rozrywki ;-)










W tym samym czasie na wyspie spędzali weekend moi przyjaciele z Guraidhoo :-) Czysty zbieg okoliczności, że spotkaliśmy się w tym samym terminie. 


Happe i Mala


Razad (vel. Dziara), Liu i Ruku 



Thulusdhoo słynie z fabryki coca - coli. Napoje dostarczane są do wszystkich sklepów, restauracji i resortów. Stąd nazwa punktu surfowego: Coke's point :-) 



A niedaleko fabryki, znajduje się przepiękna plaża. Jedna z ładniejszych, jakie widziałam. Pomijając resorty, mam na myśli raczej lokalne wyspy. Czasem ocean wyrzuca butelki na brzeg .... ale to też kwestia kilku minut aby przygotować sobie miejsce dla siebie, trochę posprzątać i spędzić miło czas. W te industrialne rejony raczej nikt z mieszkańców nie zagląda, także turystki mogą śmiało próbować kąpać się w bikini. 






Szkoła, zamknięta bo do 12 stycznia dzieci mają wakacje.




Na murach jeszcze pozostałości po wyborach prezydenckich. Różowy kolor partii wraz z numerkiem 2 na liście. 



A to wejście do Guest House Dacha Surfers.



Po południu wybraliśmy się na snorkeling







Okolice wigilii. Pan skojarzył mi się z taszczącym żywą choinkę do domu tatusiem. 



Na Thulusdhoo nie mam szczęścia do zachodów słońca.


O poranku wybrałam się na plażę, trochę popływać, później posiedzieć na jolly - ławeczce z sieci rybackiej. Wysiedziałam tam dwie godziny, dając się uśpić szumowi oceanu, a po przebudzeniu zobaczyłam na wprost wyskakujące z wody delfiny.