• PLANOWANIE WYJAZDU
    Tutaj znajdziesz wszystkie posty dotyczące planowania wyjazdu - to musisz wiedzieć najpierw!
    CZYTAJ WIĘCEJ
  • CIEKAWOSTKI
    W tym miejscu znajdziesz ciekawostki - warto przeczytać, mało kto o tym wie!
    CZYTAJ WIĘCEJ
  • BLOG
    Masz ochotę przejrzeć wszystkie wpisy, które powstały od początku mojego pobytu na Malediwach? Tutaj właśnie je znajdziesz - miłej lektury! ♡
    CZYTAJ WIĘCEJ
Cześć!
Mam na imię Magda i witam Cię na mojej stronie! Od 8 lat mieszkam na Malediwach. Prowadzę dwa własne pensjonaty na lokalnej wyspie F. Nilandhoo: Remora Inn oraz Remora Beach House, .

Raj jest bliżej niż myślisz i wcale nie musisz wygrać na loterii, aby go doświadczyć. ❤
CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ?
CZYTAJ WIĘCEJ

Bardzo udany piątek

Piątek. Czyli taka nasza niedziela. Pojechaliśmy z gośćmi, w ten piękny, upalny i spokojny dzień, na snorkowanie (przed mszą), w trzy miejsca tuż przy Guraidhoo: Banana Reef (rafa ma kształt banana), Coral Garden (rafa ma kształt koła i opływa się ją dookoła) i Manta Point ale zamiast mant były żółwie^^ Okoliczności przyrody zarówno pod wodą jak i nad nią są po prostu urzekające. Pomimo tego, że jestem tu już prawie 7 miesiąc, ciągle widoki robią na mnie ogromne wrażenie, a odkrywanie co raz to nowej podwodnej fauny i flory powoduje, że nie chce się wyłazić z wody. Przeciwnie - chce się schodzić niżej i niżej. Kiedyś mam nadzieję, ożyje moja podwodna kamera, lub nabędę nową lub pożyczę i pokażę co tam ciekawego pod wodą znalazłam, a póki co, okolice Guraidhoo.


Vilivaru (po lewej, było o tym kiedyś w poście "Bezludna wyspa") i Biyadhoo (też było, na moim pierwszym blogu). Wiele niezapomnianych historii wiąże się z tymi miejscami, ale zachowam je póki co dla siebie. Może kiedyś napiszę książkę, ale nie wiem czy ktokolwiek odważy się ją wydać?


Cocoa Resort and Spa  - 5 gwiazdkowy, luksusowy resort, tylko z domkami na wodzie, SPA i restauracją. Kolor wody - obłęd !!!

Nasze przesympatyczne, malezyjskie turystki.



Guraidhoo - po lewej nawet widać kawałek Dacha.




Tradycyjne łodzie rybackie - Dhoni.



Po mszy popłynęliśmy na Picnic Island z lunchem z grilla i inne takie... Był piątek, goście płyną na piknik, inni siedzą na plaży i na innych wycieczkach, więc po co mieliśmy siedzieć sami w Guest Housie - zabraliśmy się z Shappe i pojechaliśmy wszyscy. Został tylko Master Chef (ksywa naszego kucharza, nadali mu ją Rumuńscy goście, zakochani  w jego kuchni - zresztą nie tylko oni) z pomocnikami. Zapomnieliśmy go oczywiście poinformować o tym, że też jedziemy. No i była zjeba. Bo też akurat jakiś agent turystyczny przyszedł tego dnia, chciał oglądać pokoje i nawiązać współpracę - a skąd ja to niby miałam wiedzieć. Mógł się zapowiedzieć, a nie wpada kiedy chce. My za to spędziliśmy uroczy dzień wpływając na suchego przestwór oceanu.


Shappe - najlepszy kumpel i mój zastępca, powoli przejmuje moje obowiązki, bo ja niebawem powracam do inspekcji w resortach (no chyba, żebym wróciła do Polski - też jest opcja).


Sepleniący crew, palący marijuane na legalu, prowadząc statek



O Boże, ale jestem stara i gruba. A tak mnie wszyscy kochają ^^


No i wyłoniło się Maadhoo, czyli Picnic Island. Widoki zwyczajnie - pocztówkowe. Takie miejsca istnieją na prawdę.


Spalony kapitan mówi, że na Picnic Island jest jakaś zamknięta impreza firmowa i nikogo nie wpuszczają. Malediwcy zwyczajnie nie życzą sobie, aby turyści widzieli jakie ilości alkoholu się tam przelewają. No w końcu na Madhoo Allah nie widzi.




Nie było wyjścia - trzeba było kierować się pyr pyr pyr na inną bezludną wyspę - czyli Vilivaru. Nic ino pić! Szkoda, że bezalkoholowe, ale w taki upał nawet takie uderza do głowy.


Wpłynęlimy z impetem na samiutką plażę, przeganiając z brzegu Chińczyków w kamizelkach ratunkowych (Pani Małgosiu, nawet na bezludnej wyspie spotkałam naszych asów :))) i dziś na promie do Male' też ze mną płynęli :)))

Przez to, że Picnic Island tego dnia nie była nieczynne, wszyscy pomyśleli dokładnie tak samo jak my i udali się na Vilivaru. Znaleźliśmy dla nas idealne miejsce, z palemką, plażą, turkusową wodą i widokiem na Guraidhoo.



Maaaamy problem! Mamy za dużo słońca.



W końcu podano do stołu. Zamiast obiadu, mieliśmy kolację. Ale za to jaką smaczną !


Na koniec jeszcze kilka samojebek .....


...... a i ja nie byłam gorsza.


Uroczy dzień, zakończył się pięknym zachodem słońca.



Na koniec każdy dostał po kokoksie, pociętym przez Moduh. Wiecie, że on w ogóle nie ma telefonu? Toż to nie do pomyślenia.

Jak myślicie - czy poniosło mnie z historią o marijuanie i alkoholu czy jest prawdziwa ???



Komentarze

  1. jak pięknie :) sama chyba nie moglabym mieszkac na malediwach - szybko by mi sie znudzilo, ale obecnie baaardzo ci zazdroszcze ;) ja na takie widoki musze jeszcze czekac dwa tygodnie, a na razie mecze sie z szaroscia wokol...
    co masz za tatuaz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaką miejscówkę wybrałaś ? :)
      "Enjoy your life" ;)

      Usuń

Publikowanie komentarza