Dlaczego akurat Nilandhoo


Mieszkam na Malediwach od 4 lat. Z początku dużo rzeczy mnie dziwiło, wiele ciekawiło, jeszcze więcej śmieszyło (w pozytywnym tego słowa znaczeniu, np. to, że na motocyklu dwóch pasażerów wiezie stół i 4 krzesła). Dziś to wszystko wydaje mi się już tak bardzo normalne, trochę spowszedniało. Dlatego lubię czasem przystanąć i obserwować pedzący tu z tempem żółwia świat. Znów zachwycić się tym wszystkim na nowo, odkryć w ludziach wspaniałe, komiczne czasem istoty. To, za co kocham Nilandhoo.
Za tą wiejską, ludzką ciekawość, kiedy się o czymś na środku drogi czy w knajpce rozmawia. Pozornie delikatne tematy, ale na cały głos, a każda kolejna, mijająca lub do knajpki dochodząca z rozdziawioną gębą istota, z rączkami przy boczkach, zaczyna dopowiadać swoje. I pół wsi rozwiązuje twój problem. I jeden mądrzejszy od następnego.


Za to, że taczki służą do wszystkiego. Na taczkach wozi się towar do sklepu, prowiant na piknik na plaży. Czasem dzieci. Liście wiezie się na wysypisko, a naszym gościom walizki.

Fot: Joanna Bogdańska 

Za to, że mój sąsiad zamontował kolumnę na zewnątrz, ktora podpięta jest do komputera (żeby lepiej słyszeć muzykę podczas prac na dworze), ale kiedy wraca do domu, kolumna nie zostaje odpięta. O północy cała ulica słucha tego, co aktualnie leci u sąsiada, film lub muzyka. Nikt nie zwraca uwagi. Nikt nie puka i nie ucisza, nikt nie dzwoni po policję. 
Za to, że wszystko tutaj robi się grupowo. Smażenie chlebowca w sezonie, robienie przyprawy curry, plecienie sznurków czy dachów strzechowych z liści palmowych. Za to, że jeden tak bardzo jest za drugim i pomoże mu, chociaż ten nie zawsze ma szansę się odwiędzyć. 

Produkcja curry

 Smażenie liści jack fruita i prażona cebulka 

 Smażenie chlebowca

Wydobywanie lokalnych orzeszków  

Za wszędobylskie dziaciaki, pięknie wystrojone, pachnące, zawsze uśmiechnięte wołające na mnie "gość" lub "guest house", albo po prostu "Maguda". Kiedyś podłuchałam jak jedna dziewczynka mówiła do drugiej,że ten gość to już tak długo tutaj siedzi! Za to, że ich rodzice są tak bardzo z nich dumni, mimo, że mają ich 7, prezentują każde z osobna z taką samą dumą. Za to, że wołają "siema" jak gdyby nigdy nic. 









Za zestawienie kolorów na domach, ża to, że wieś nie jest szara i bura





Za świat podwodny, za to, że łatiwce ryb, rekiny, ogończe i ośmiornice przychodzą przywitać się przy każdym snorkowaniu 





Za piękną rośliność, egzotyczne kwiaty i drzewa









Za palmy i liście palmowe, za możliwosci, jakie dają i jakie cuda można z nich wyczarować. Za to, że zdobią port i rzucają cień 







Za tę jedną szczególnie 


Za kokosy! Które mogę pić hektolitrami




Za bananowy gaj, najpiękniejszą soczystą zieleń, jaką widzialam i najpyszniejsze banany, jakie w życiu jadłam



Za muszelki wyrzucone na brzeg 



Za nietoperze, czaple, kraby i gekony 

Fot. Zbyszek Grabowski







Za to, że mam gdzie jeździć na rowerze i mogę obejść się bez auta i prawa jazdy, którego nigdy nawet robić nie próbowałam



Za piekarnię. Za to, że gdy wchodzę i Pan Starszy - właściciel mówi "moja królowa". Za to, że rzucają wszystkie zamówienia, aby bez kolejki zrobić mój marchwiowy sok 




I wreszcie: za NAJPIĘKNIEJSZĄ NA ŚWIECIE plażę, o ktorej dużo mówić nie trzeba

 Plaża o poranku








Za najwspanialsze zachody słońca





Za sąsiednie wyspy, na których mamy ten zaszczyt, aby bez problemu przez chwilę pobyć 




Nilandhoo! Bez Ciebie nic nie byłoby takie samo!