• PLANOWANIE WYJAZDU
    Tutaj znajdziesz wszystkie posty dotyczące planowania wyjazdu - to musisz wiedzieć najpierw!
    CZYTAJ WIĘCEJ
  • CIEKAWOSTKI
    W tym miejscu znajdziesz ciekawostki - warto przeczytać, mało kto o tym wie!
    CZYTAJ WIĘCEJ
  • BLOG
    Masz ochotę przejrzeć wszystkie wpisy, które powstały od początku mojego pobytu na Malediwach? Tutaj właśnie je znajdziesz - miłej lektury! ♡
    CZYTAJ WIĘCEJ
Cześć!
Mam na imię Magda i witam Cię na mojej stronie! Od 8 lat mieszkam na Malediwach. Prowadzę dwa własne pensjonaty na lokalnej wyspie F. Nilandhoo: Remora Inn oraz Remora Beach House, .

Raj jest bliżej niż myślisz i wcale nie musisz wygrać na loterii, aby go doświadczyć. ❤
CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ?
CZYTAJ WIĘCEJ

Zamieszkać na Malediwach

Pomysł na ten post zrodził się spontanicznie, gdyż wielu z Was zastanawia się, jak to się stało, że zamieszkalam na Malediwach i jak to zrobić, żeby także zamieszkać. Dostaję po kilka takich wiadomości dziennie, z pytaniem, jak to zrobić? Odpowiadam zatem.

Muszę już od początku ostudzić trochę te emocje i powiedzieć, że wcale to nie jest takie proste. Bo gdyby było, to dziś co druga posesja byłaby PRIVATE niemieckich czy rosyjskich emerytów, wyspy pełne angielskich i hiszpaństkich studentów, nie wspomnę o obciekających złotem parcelach szejków, którzy od dawna próbują tu wyszarpać kawałek ziemii za grube miliony, no i mnóstwa innych nacji tak naprawdę z całego ŚWIATA. Bo któż nie marzy o tym, aby mieszkać w raju ? No właśnie ... a jednak nic takiego nie ma tu miejsca.

Jeszcze na wstępie wyjaśnię tylko, bo może nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale Malediwy to: 
➝ resorty, czyli ośrodki wczasowe, jeden hotel zajmuje jedną całą wyspę, nie ma tam lokalnej społeczności, są tylko turyści i obsługa hotelowa
➝ lokalne wyspy, gdzie mieszka lokalna społeczność, tam toczy się ich życie

Jeszcze do niedawna, w ogóle nie było wstępu na lokalne wyspy, była tylko turystyka w resorcie i wielu turystów nawet nie zdawało sobie sprawy, że tam kilka wysepek dalej, toczy się czyjeś codzienne życie. Malediwczycy mieszali się jedynie między wyspami, ciężko było odnotować zagranicznego męża czy żonę (może z wyjątkiem Indii czy Sri Lanki, gdzie Malediwczycy często jeździli i jeżdżą w celach medycznych, na większe zakupy czy studia i tam się po prostu poznawali). Ten świat był taki trochę niedostępny. Mocno przyczynił się do tego rząd, zbyt konserwatywna władza, nie na rękę było im multi-kulti. Nie chcieli wpływów innych kultur i religii. 
Ale władza i ustrój zmieniły się. Ówczesny, nowy prezydent podsunął ideę otwierania pensjonatów na lokalnych wyspach, aby również i lokalna ludność mogła mieć tę szansę prowadzenia swojego biznesu i zarabiania pieniędzy. Zdawał sobie sprawę. że to o znacza napływy innych kultur i religii w postaci turystów z całego świata, czego niektórzy tak bardzo się obawiali. 
Turystyka na lokalnych wyspach sprawdziła się, turyści chętnie przyjeżdżają na Malediwy w wersji niskobudżetowej, w większosci dostosowują się do panujących tu zasad, a dzięki lokalnym wyspom, Malediwy stały się bardziej dostępne, już nie tylko aktorzy, piłkarze i szejkowie mają szansę spędzić tu wakacje. Ale niewiele zmieniło się w kwestii stałego pobytu na Malediwach. To nadal dość hermetyczny kraj. Właściwie nie istnieje coś takiego, jak przyjazd w ciemno, "przyjadę i na miejscu coś sobie znajdę". Nie, nie znajdziesz, to nie Tajlandia. Nie ma możliwości przyjechać w ciemno, nawet, jako turysta. Musisz mieć potwierdzenie rezerwacji noclegów, które okazujesz na lotnisku, przy odprawie paszportowej. 
Aby podjąć pracę na Malediwach, jeszcze przed przyjazdem trzeba sobie znaleźć pracę. Firma musi być aktywna na rynku i nie może to być zwykły sklepik osiedlowy. Firma składa wniosek o wizę pracowniczą, za którą trzeba zapłacić depozyt w kwocie 3000 USD (w przypadku obywateli Polski). Świetnie, jak znajdzie się firmę, która będzie chętna sama za to zapłacić, ja musiałam liczyć sama na siebie. Po wpłaceniu depozytu i przydzieleniu wizy pracowniczej przez biuro imigracyjne, dopiero wtedy można przyjechać na Malediwy i podjąć pracę. Inaczej, dostając przy wjeździe wizę turystyczną na 30 dni, nie ma możliwości podjęcia na niej pracy, a po 30 dniach należy opuścić kraj. Jeśli przekroczy się określony czas od 1 dnia do max. 6 miesięcy, na lotnisku do uiszczenia będzie kara pieniężna. Powyżej 6 miesięcy kara pieniężna i deportacja z kraju (zakaz wjazdu na 5 lub 10 lat). 

Możliwe jest przedłużenie tej wizy turystycznej do 3 miesięcy, ale jest to jednorazowe i po 3 miesiącach należy wyjechać, no i  nadal nie można podejmować na niej pracy zarobkowej. Malediwy bardzo przestrzegają zasad i żaden resort nikogo nie zatrudni nielegalnie. 

Zresztą, o jakim rodzaju pracy w ogóle mówimy. Na lokanych wyspach nie ma tej pracy zbyt wiele.  To są proste wioski, ze szkołą, szpitalem, urzędem sołtysa, paroma sklepikami, elektrykiem, konserwatorem klimatyzacji, mechanikiem od skuterów, kobiety wyplatają sznurki z kokosa oraz dachy strzechowe z liści palmowych, które lądują na dachach domków na wodzie w resortach. Tak nie za bardzo byłoby tu co robić. Dodatkowo mając tylko kilka miejsc pracy, które nie dają zatrudnienia wszystkim mieszkańcom wyspy, trudno byłoby zatrudniać kogoś zzagranicy, zabierając tym samym miejsce komuś z mieszkańców. Wyjątkiem tutaj są tylko lekarze i nauczyciele, którzy pochodzą głownie z Indii, Bangladeszu czy ze Sri Lanki, ponieważ w tych obszarach nie ma w kraju aż tylu fachowców czy specialistów. 

Główną gałęzią przemysłową n Malediwach jest rybołówstwo i turystyka. W każdym domu  jest jakiś rybak (ojciec, synowie), który przynosi do domu całkiem niezłą sumę pieniędzy. Każdy, kto pracuje, wrzuca pieniążka do wspolnego worka, z rodzinnym budżetem. Z tego kupuje się jedzenie, meble, przedmioty do wspólnego użytku. 

Później turystyka, czyli okoliczne resorty i guest housy na lokalnej wyspie. W guest housach głównie zatrudnieni są ambitniejsi członkowie rodziny czy mieszkańcy wioski, gdyż nie każdy nadaje się ze swoim podejściem do życia ("mamtowdupizm") lub też obywatele Indii, Sri Lanki lub Bangladeszu. Z racji tego, że nie zawsze można znaleźć kogoś z lokalesów, kto naprawdę nadaje się do pracy "przy turystach" (wiem z doświadczenia). Pracownicy Indii, Bangladeszu czy Sri Lanki, szanują sobię pracę i chodzą do niej sumiennie, gdyż w swoim kraju żyją na bardzo niskim poziomie, mają na utrzymaniu rodziny, chore matki, ojców. Dlaczego akurat te kraje - a no dlatego, że bieda tam aż piszczy, a dwa - depozyt za takiego pracownika kosztuje tylko 500 USD (przypomnę, że dla Polaka to 3000 USD) i nie mają wygórowanych oczekiwań, wręcz są wdzięczni, że mają pracę. Dodatkowo większość z nich to tak samo muzułmanie, są nawet wizualnie do siebie podobni, więc na pierwszy rzut oka w ogóle trudno zorientować się kto jest z Bangladeszu a kto rdzennym mieszkańcem Malediwów. Brak rożnic kulturowych. 
Jedyną, chyba najbardziej realną opcją dostania się na Malediwy, jest zatrudnienie w resorcie. Trzeba pamiętać jednak, że nie ma to nic wspólnego z sielskim życiem na lokalnej wyspie. Pracownicy w resorcie mają wyznaczoną strefę gdzieś na środku wyspy, gdzie są ich pokoje, dzielone po 2 i 4 osoby,  kantyna, boisko najczęściej do siatki. Raczej trudno myśleć o takim zatrudnieniu na zawsze i o układaniu sobie tam życia. To bardziej, jak zdobywanie doświadczenia i nowej pozycji w CV.  Jednak w internecie można znaleźć oferty z malediwskich resortów. Jeśli ma ktoś poszukiwany fach w ręku (nie wiem, jest dive masterem, masażystą,  medykiem), zna języki i posiada min. 3 letnie doświadczenie i chciałby zdobyć większe, w tych pięknych okolicznościach przyrody - niech wysyła CV :)

No a ja ? A ja mieszkam na lokalnej wyspie, mam lokalnego męża i wizę pracowniczą. Mogę starać się o wizę małżeńską ale musiałabym zmienić wiarę na islam, zdać egzamin z wiedzy o Koranie, w dodatku w oryginale, czyli po arabsku, a jakoś nie mam ani czasu  ani motywacji, więc póki co pozostaję na wizie pracowniczej. Prowadzimy wspólnie nasz biznes (Guest House). Wizę pracowniczą zapłaciłam sobie sama. Gdyby nie to, że mam męża Malediwczyka, sama nie moglabym tu niczego otworzyć. Ale zanim poznałam męża, dostałam pracę i przyjechałam już z załatwioną wizą. 

EDIT: jestem już po egaznimie i jestem muzułmanką :) I wcale to nie było takie straszne, ale musiałam się do tego dobrze przygotować.